Perukowe szaleństwo

with Brak komentarzy

Noszenie peruki czy nienoszenie peruki?

Kiedy pierwszy raz szłam przymierzać perukę, nie wiedziałam, że ta przygoda skończy się tak, jak się skończyła.
Pojechałam do Krakowa. Wyczytałam, że firma właśnie tam sprzedająca swe „systemy” (czyli nowoczesne i naprawdę przepiękne peruki) ma ciekawe produkty i że można się umówić na konsultacje.
Po wejściu do sklepu perukarskiego zostałam zaprowadzona do mniejszego pomieszczenia, gdzie czekał na mnie Pan konsultant. Chyba.

To była dla mnie pierwsza wtopa tej firmy.

Wiadomo doskonale, że zakup peruki to dla kobiety będzie dosyć intymna rzecz. Że nie ma ochoty dzielić się tym z całym światem (chyba że upadła na głowę, jak ja, ale upadek nastąpił kilka lat później). Dlatego mężczyzna konsultant absolutnie nie był dla mnie dobrym partnerem do rozmowy o moim problemie. No ale przecież mógłby być super-empatycznym, ciepłym konsultantem, który rozwieje moją niepewność i skradnie me serce klientki swoimi umiejętnościami.

Nie skradł.

Wydawało mi się, że mu nie zależy. Pokazał, co miał do sprzedania. Odpowiedział na jakieś pytania. A mnie było coraz bardziej niekomfortowo. Czułam się jak na gorącym krześle u srogiego egzaminatora. Podziękowałam, wyszłam. Peruki nie kupiłam. Systemu tym bardziej. A CHCIAŁAM! Na dodatek wyszłam zrażona.

Peruka dziś?

Dziś też miałabym ochotę na szałową, nowoczesną perukę. Ale jest różnica. Kiedyś martwiłam się tym, co na zmianę powiedzą znajomi. Jak zareagują, gdy zobaczą mnie oraz moją nową burzę włosów. Absolutnie nie chciałam, aby ktokolwiek dowiedział się o tym, że muszę nosić na głowie coś, co tam nie wyrosło samo. Dziś najchętniej nosiłabym inny kolor każdego dnia. Oraz inną długość co trzy dni. Nie wspominam już o kręconych, super prostych czy falach.

Przestałam przejmować się tym, co myślą inni.

I wydaje mi się, że w naszej sytuacji jest to najlepsza możliwa opcja. W innym przypadku czeka nas udręczanie się zgrają urojonych innych. Oczywiście, że chcemy wyglądać pięknie, młodo, na swój wiek. Nie chcemy wyglądać jak nasz wujek Janek. I możemy. To w bardzo dużej mierze zależy od nas. Ale lekcja numer 1 to właśnie: przestań przejmować się innymi. Idź za tym, co mówi ci serce. Naucz cieszyć się z tego, co masz.

Jeśli masz ochotę na peruki, mierz je ile wlezie

Odwiedzaj pracownie, wypróbuj różne systemy. Wypróbuj wszystkie systemy. Umawiaj się z konsultantami 😊. Aż znajdziesz piękny model. I kup. Są drogie, ale można zaplanować plan oszczędzania. Moja półkrótka miała kosztować 3600 złotych. Długa, piękna i gęsta, którą nosiła znajoma po chemii, kosztowała 5000 złotych. Była na prawdę niesamowita. Gdy pierwszy raz spotkałam tę dziewczynę, nie domyśliłam się, że nosi “cudze” włosy.

A co z konsultantem?

Po wizycie w salonie peruk pomyślałam, że byłabym świetną konsultantką, i że praca z kobietami z takimi problemami, jak ja, byłaby super. Napisałam do jednej z firm. Niestety dowiedziałam się, że trzeba być albo fryzjerem albo mieć uprawnienia. W kontekście konsultanta, który mnie przyjmował, było to dziwne. Ale może przepisy faktycznie się zmieniły. Kropki nad i jeszcze nie postanowiłam. Kto wie. Może jednak jeszcze kiedyś będę tak pracować.
Podobał Ci się ten wpis? Tu i tu przeczytasz o turbanach.

Co Ty na to?