Co możesz powiedzieć kobiecie, która musi zgolić lub traci włosy?

with Brak komentarzy
Pamiętam, że u jednego ze znajomych zobaczyłam w oczach zdumienie i strach. Może nie wiedział, może nie był przygotowany. Ale gdy tylko uśmiechnęłam się do niego, zrobiło się normalnie. Oczywiście byłam w takim stanie, że miałam na ten uśmiech siłę i ochotę. Znowu sprawdziło się to, o czym miałam się tyle jeszcze razy przekonać. Ja tu rozdaję karty. Łysa czy nie łysa. Jeśli jest mi z tym dobrze, innym też będzie.

Jeśli widzisz, że utrata włosów wiąże się z cierpieniem, nie mów zbyt wiele.

Jesteśmy wyczulone. Jak radar zbieramy każdą oznakę fałszu, niepewności, nieporadności. Jeśli nie potrafimy poradzić sobie z tą stratą, Twoje nieporadne słowa mogą tylko pogorszyć sprawę. Przytul, zrób herbatę, weź na spacer. Poczekaj. Może ewentualnie zapytaj, czy możesz jej pomóc poszukać jakiegoś rozwiązania. Czy już teraz, czy później. Sam/sama zamień się w radar. Staraj się wyczuć, co jest potrzebne.
Możesz spróbować podrzucić jakiś pomysł, inspirację. Jeśli włosy mają odrosnąć, nie jest to trwała utrata, to trzeba o tym powiedzieć. Że za miesiąc, dwa będzie inaczej.
Może poszukać zdjęć, na których kobiety ładnie wyglądają, nie mając włosów. Spróbować oswoić tę sytuację.
Albo zostawić ten temat i być przy niej.

Jeśli włosy nie będą odrastać, sytuacja jest na pewno trudniejsza.

Wydaje mi się, że każda, albo większość kobiet musi przejść swego rodzaju żałobę po trwałej utracie włosów. Przecież w naszej kulturze niesamowicie wiążą się z kobiecością. Zresztą, w której się nie wiążą? Co druga reklama emitowana w telewizji pokazuję lśniące, piękne, falujące włosy. Zatem jak w przypadku każdej żałoby, tą też trzeba przejść. Ale bliskie osoby mogą w niej towarzyszyć i wspierać. Nie naciskać. Jeśli nic nie chce mówić, niech nie mówi. Jeśli ciągle mówi, niech mówi.
Czasem pewnie może pomóc psycholog, choć to musi być decyzja samej zainteresowanej osoby.
Podejrzewam, że żal pozostanie przez długi czas. Może i na zawsze.

Nie sądzę, aby słowa “nie martw się” czy “jakoś to będzie” pomagały

Wydaje mi się, że są bez sensu w każdej trudnej sytuacji. Szczególnie na początku. Zwykle się wtedy martwimy, płaczemy, denerwujemy. Lepiej wtedy nic nie mówić, słuchać, być z kimś. Raczej pozwolić mu na to, czego potrzebuje. Czyli pozwolić mu się martwić, smucić, denerwować. Zaakceptować to. Nie oceniać. Nie przeczyć uczuciom, które ktoś odczuwa. Bo to jeszcze pogarsza sytuację.
Ale zwykle w pewnym momencie pojawia się myśl, że przecież życie będzie trwało dalej. Bez czy z włosami. I że trzeba z tym coś zrobić.

Wedy możesz działać

Po pierwsze pokaż jej mojego bloga ;). Albo kup jeden z tych cudownych turbanów, o których piszę tutaj.
A potem poszukajcie razem rozwiązania na stałe. Jest ich trochę. Do dzieła!

Co robić, jeśli ty masz z tym problem?

No, powiem szczerze, nie wiem. Wydaje mi się, że każdy trzeźwo myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że w życiu bywa różnie. Że możemy przestać wyglądać tak, jak wyglądamy. Ale pewnie wydaje nam się, że to nastąpi za jakieś 20, 30, 40 lat. Ale czasem bywa inaczej. Widziałam ludzi, którzy z powodu choroby tracili bardzo wiele. Kobiety, mężczyźni czy dzieci. Ta strata jest też stratą ich najbliższych. Oni też to bardzo przeżywają. Jeśli twoja partnerka, żona w pewnym momencie straci włosy na stałe, to może być też trudna sytuacja dla Ciebie. Tak myślę. Ty też potrzebujesz czasu. Zatem nie spiesz się.

Ale ja to widzę tak. Masz szansę na zdobycie odznaki superbohatera czy superbohaterki 🙂 Masz szansę na to, że pomożesz jej przebyć tę drogę do pokochania siebie na nowo, do popatrzenia na siebie jak na atrakcyjną kobietę. Możesz zostać jej największym/największą sojusznikiem/sojuszniczką. To dopiero jest zadanie! Napiszę jeszcze raz, kiedy poczujesz, że już potrafisz, działaj!

Podobał Ci się ten wpis? Podobne znajdziesz tutaj i tutaj.

 

Co Ty na to?